Adam Czarniewicz „Widziane nocą”, Mariusz Tomczuk „W oparach alchemii...” – fotografia
WYDARZENIE
25 marca 2026 roku
godz. 17:00
godz. 17:00
MIEJSCE
ŁOMŻA,
UL. DŁUGA 13
UL. DŁUGA 13








Wystawa „Widziane nocą” Adama Czarniewicza prowadzi widza w obszary snu, niedopowiedzenia i ulotnych skojarzeń, gdzie obrazy rodzą się na granicy fantazji i świadomości. Natomiast wystawa Mariusza Tomczuka „W oparach alchemii...” odsłania fascynację autora procesem twórczym, materią i światłem stając się przestrzenią odkrywania nowych znaczeń. Obie wystawy będą czynne do 29 kwietnia 2026 roku.
ADAM CZARNIEWICZ (Łomża) – absolwent Wydziału Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu w Białymstoku oraz Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości w Białymstoku o kierunku fotografia. Autor wystaw indywidualnych i uczestnik prezentacji zbiorowych, kurator wystaw, propagator fotografii. Prowadzi spotkania autorskie, wykłady i szkolenia z dziedziny fotografii oraz filozofii tego medium. Szczególnie interesuje się fotografią człowieka w otaczającym go świecie. Członek Klubu Fotografii NURT w Łomży. Autor o wystawie: „Widziane nocą” to zebrane prace z różnego czasu, gdy w trakcie snu – myśli, skojarzenia, obrazy, powidoki, czy znaki – niczym w tańcu ducha, odnajdywały swoje znaczenie i podsyłały formę, którą zanotowałem. To kwiaty nocy. Dotykam tych kwiatów, tych kruchych zjawisk, które pod nieuważnym ruchem mogą zniweczyć się w pył. Czy to niepewność… odczuć o słuszności tych form, czy być może powątpiewanie w realność zjawisk sprawia, że moje fotografie nie są jednoznaczne. To sen, zjawa a może pragnienie. Widziane nocą…
MARIUSZ TOMCZUK tak przedstawia siebie: rocznik ´62, mieszkaniec Hrubieszowa na Lubelszczyźnie, ogrodnik z wykształcenia, fan łażenia po skałach, pływania, rolkarstwa i innych fanaberii, teoretyczny i praktyczny miłośnik dzikich ogrodów i fotografii, zwłaszcza jej tradycyjnej formy, jak choćby ambrotypii, cyjanotypii, fotografii litowej czy tradycyjnej żelatynowo-srebrowej. Tworzy we własnym atelier i małym studio, ale też w plenerze. Tematycznie otwarty na różne projekty, ale głównie są to portrety, architektura, martwa natura, pejzaż. Autor wystaw indywidualnych i zbiorowych, prowadzący warsztaty i spotkania fotograficzne, ceniący wernisaże jako formę bezpośredniego kontaktu z twórcą, jego historią i postrzeganiem tego, co nas otacza. Procesy chemiczne, pracę w ciemni, oprawę traktuje jako jeden proces twórczy, mający znamiona autorskiego ; ). Ciągle podziwiający pędzel impresjonistów, światła Vermeera czy Rembrandta, prace takich fotografów, jak Lindbergh, Coigny, Roversi czy Sally Mann. No i konstruktor własnego aparatu wielkoformatowego, którym realizuje niektóre pomysły, obok niezmordowanej Globiki z byłego NRD, czy średnioformatowej Mamiyi.
Patrzę, staram się widzieć, rejestruję sobie różne scenki, podziwiam to, czego wcześniej nie dostrzegałem, cieszę się jak dziecko, kiedy odbitka czy szyba wychodzi, dzielę się tym moim patrzeniem poprzez wystawy z innymi, chłonę wiedzę, realizuję własne fotofanaberie, czasem wdycham trucizny. Warto, zawsze warto, składamy się ze zmysłów, wrażliwości, poczucia estetyki. Jesteśmy stworzeni do tworzenia, o ile w porę załapiemy. Trzeba dać sobie szansę na bycie sobą nawet, kiedy trzeba oszarpać się z klamotem typu Globica : ). Więc niech każdy popróbuje pooszarpywać się z czymkolwiek, niech ma możliwość poszperania w sobie i znalezienia tego swojego Graala, cokolwiek to jest : ).
ADAM CZARNIEWICZ (Łomża) – absolwent Wydziału Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu w Białymstoku oraz Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości w Białymstoku o kierunku fotografia. Autor wystaw indywidualnych i uczestnik prezentacji zbiorowych, kurator wystaw, propagator fotografii. Prowadzi spotkania autorskie, wykłady i szkolenia z dziedziny fotografii oraz filozofii tego medium. Szczególnie interesuje się fotografią człowieka w otaczającym go świecie. Członek Klubu Fotografii NURT w Łomży. Autor o wystawie: „Widziane nocą” to zebrane prace z różnego czasu, gdy w trakcie snu – myśli, skojarzenia, obrazy, powidoki, czy znaki – niczym w tańcu ducha, odnajdywały swoje znaczenie i podsyłały formę, którą zanotowałem. To kwiaty nocy. Dotykam tych kwiatów, tych kruchych zjawisk, które pod nieuważnym ruchem mogą zniweczyć się w pył. Czy to niepewność… odczuć o słuszności tych form, czy być może powątpiewanie w realność zjawisk sprawia, że moje fotografie nie są jednoznaczne. To sen, zjawa a może pragnienie. Widziane nocą…
MARIUSZ TOMCZUK tak przedstawia siebie: rocznik ´62, mieszkaniec Hrubieszowa na Lubelszczyźnie, ogrodnik z wykształcenia, fan łażenia po skałach, pływania, rolkarstwa i innych fanaberii, teoretyczny i praktyczny miłośnik dzikich ogrodów i fotografii, zwłaszcza jej tradycyjnej formy, jak choćby ambrotypii, cyjanotypii, fotografii litowej czy tradycyjnej żelatynowo-srebrowej. Tworzy we własnym atelier i małym studio, ale też w plenerze. Tematycznie otwarty na różne projekty, ale głównie są to portrety, architektura, martwa natura, pejzaż. Autor wystaw indywidualnych i zbiorowych, prowadzący warsztaty i spotkania fotograficzne, ceniący wernisaże jako formę bezpośredniego kontaktu z twórcą, jego historią i postrzeganiem tego, co nas otacza. Procesy chemiczne, pracę w ciemni, oprawę traktuje jako jeden proces twórczy, mający znamiona autorskiego ; ). Ciągle podziwiający pędzel impresjonistów, światła Vermeera czy Rembrandta, prace takich fotografów, jak Lindbergh, Coigny, Roversi czy Sally Mann. No i konstruktor własnego aparatu wielkoformatowego, którym realizuje niektóre pomysły, obok niezmordowanej Globiki z byłego NRD, czy średnioformatowej Mamiyi.
Patrzę, staram się widzieć, rejestruję sobie różne scenki, podziwiam to, czego wcześniej nie dostrzegałem, cieszę się jak dziecko, kiedy odbitka czy szyba wychodzi, dzielę się tym moim patrzeniem poprzez wystawy z innymi, chłonę wiedzę, realizuję własne fotofanaberie, czasem wdycham trucizny. Warto, zawsze warto, składamy się ze zmysłów, wrażliwości, poczucia estetyki. Jesteśmy stworzeni do tworzenia, o ile w porę załapiemy. Trzeba dać sobie szansę na bycie sobą nawet, kiedy trzeba oszarpać się z klamotem typu Globica : ). Więc niech każdy popróbuje pooszarpywać się z czymkolwiek, niech ma możliwość poszperania w sobie i znalezienia tego swojego Graala, cokolwiek to jest : ).
